W 1882 roku zaginął niepełnosprawny chłopiec – dziewięcioletni Andrzej Gawliński z Kruszewa (gmina Żeromin, powiat łódzki). Zamieszczone tu ogłoszenie ukazywało się na pierwszej stronie „Tygodnia” przez kilka tygodni. Niestety nie udało mi się znaleźć informacji o losie Andrzeja.
W marcu 1894 roku w Piotrkowie – jak często wczesną wiosną – szerzyła się szkarlatyna. Dziś leczymy ją antybiotykami przez 10 dni, aby wyeliminować paciorkowce, skrócić czas choroby i zapobiec powikłaniom (np. gorączce reumatycznej.
W tamtym czasie łagodzono objawy, wiele więcej nie dało się zrobić. Szkarlatyna w 1894 roku przebiegała dość łagodnie – czytaj: zmarło niewiele dzieci.
W październiku 1878 roku dwaj bracia („nieletni Rosenzweigowie” – mieli wówczas dwanaście i jedenaście lat) dali koncert muzyczny, z którego połowa dochodu pomogła im w dalszym kształceniu artystycznym – a drugą połowę przeznaczono na pomoc dla niezamożnych uczniów piotrkowskiego gimnazjum.
Ciekawe, że artykuł w „Tygodniu” wyraźnie określa starszego z braci skrzypkiem, podczas gdy wedle źródeł, starszy (Józef) był pianistą, a skrzypkiem młodszy – Stanisław.
Bracia Józef (1866-1890) i Stanisław Salomon (1867-?) Rosenzweigowie urodzili się w Piotrkowie. Do 1879 roku kształcili się pod kierunkiem ojca, który był muzykiem, potem jednak zabrakło mu środków, by kształcić synów. W 1879 roku przybyli do Warszawy, gdzie wystąpili prywatnie w domu Ludwika Grossmanna, kompozytora, pianisty, organisty i dyrygenta. Grossmann zajął się dalszym wykształceniem Rosenzweigów.
W 1888 roku „Tydzień” donosił o sześciolatce, która przyszła do jednej z lodnyńskich gazet by zamieścić ogłoszenie – a w nim poprosić o pomoc dla siebie.
Nie udało mi się znaleźć informacji o tej dziewczynce – ciekawe, jak potoczyły się jej losy.
W kolejnych dekadach wiele się nie zmieniło, bo o „Pohulance” pisał też urodzony dopiero w 1892 roku Zygmunt Tenenbaum:
„Był też dla zaspokojenia erotycznych tęsknot marginesu społecznego bezpłatny hotel pod gołym niebiem, nomen omen, „Na Pohulance”, na Wielkiej Wsi, w okolicach Starowarszawskiej. Tu, na rozległym, cuchnącym piaszczystym kojcu, gdzieniegdzie przetykanym wypłowiałą zieleniną, położonym między wychodkami, komórkami i ludzkimi norami, spotykali się włóczędzy, żołnierze, pijacy, różne męty społeczne. Tu przychodzili biedni bezdomni kochankowie”.
Źródła: Tydzień (1896), Zygmunt Tenenbaum „Gawędy o dawnym Piotrkowie”
Próby znalezienia opieki nad dziećmi za pomocą ogłoszeń w prasie to raczej norma, nie wyjątek w XIX wieku.
Większość dotyczy noworodków (porzuconych) lub właśnie sierot.
Czasem pojawia się informacja, że ktoś zdecydował się zaopiekować takim dzieckiem. Jak potoczyły się jego losy? Nie wiadomo.
Przypadek tego chłopca różni się od innych tym, że w 1888 roku szukano dla niego domu już drugi raz; za pierwszym razem również przez ogłoszenie w „Tygodniu”.
Jedną z instytucji stworzonych dzięki testamentowi Karola Burgharda był Zakład rodziny Adeli, mający pomagać dziewczętom, sierotom lub półsierotom. Spadkodawca przeznaczył nań 17.000 rubli.