Tym razem – wyjątkowo – na łamach guberni piotrkowskiej: reklama i prywata w jednym
Już jutro – 30.06.2023 – ukaże się moja pierwsza książka – kryminał retro (z wątkami obyczajowymi) pt. “Gdy powracają cienie”, osadzony (oczywiście) w Piotrkowie końca XIX wieku.
To mój debiut. Towarzyszy mu wielka radość – i jeszcze większa trema.
Na profilu guberni piotrkowskiej dzielę się moim hobby: historią codzienności Piotrkowa i okolicy – trzymając się faktów (w porywach do kaczek dziennikarskich w “Tygodniu” ). Tak też pozostanie (na dłuższą metę, bo za najbliższe dni głowy nie dam ).
W 1905 roku “Tydzień” przedrukował list K. Gresznoja – Rosjanina, niegdyś ucznia rządowego gimnazjum w Królestwie Polskim, który tak wspominał lata szkolne:
“[…] Nas gimnaziastów, poczynając od klasy VI […] było tylko 13, według narodowości zaś: 6 polaków, 3 rosyjan, 2 żydów i 2 niemców.
Trudno wyobrazić sobie rodzinę lepiej sharmonizowaną niż nasza. Żadnego podziału na narodowości nigdyśmy nie uprawiali. Zdawało nam się, że z tego powodu żadna narodowość nie może ponieść szkody; ale tylko tak nam się… zdawało. Na wszystkich bowiem widocznych miejscach wewnątrz gimnazyjum poumieszczane były napisy: mówić po polsku w murach gimnazyjum niewolno.
Ci, którym udało się dotrzeć do Brazylii, przysyłali listy. Dużą część tych listów zatrzymywała carska cenzura. Niektóre jednak dotarły, drukował je i „Tydzień”.
Autor listu pisze m.in. (pisownia oryginalna):
“[…] Pisze jusz po raz trzeci i niemam żadnego do tego czasu otpisu; pisze wam Bójcie się Boga, ale nie wyjeżdżajcie Bo poginiecie bo Brazylija nie dla polaka; ten wygrał co żony z sobąm nie wziuł bo nędza straszna, niebende wam Jusz opowiadał tyle razy. Najmilszy mój Bracie Michale donosze ci że jezdem zdruw […] jezdem w Pracy przy murowaniu wras z kilkuma polakami; w tym to Mieście pierwszym, co to miała być ta żułta febra jezdem jak tylko przyjechałym z tej piekielnej Kawy jak w dawniejszych listach pisałym; jeszcze i teraz wracają z popuchłemi nogami i rękami, robastwo żmije i inne gryzą i pkły są badzo szkodliwe, mniejsze od psich ale takie szkodliwe, włażą za paznochcie, po dwuch lub trzech dniach obierze i bul niezmierny. […]
[…] jest u nas jeden Redaktor z Warszawy i onto właśnie objeżdża wszelkie kąnty po brazylii i donosi wiadomości Listownie co się dzieje w Brazylii; chodzi i śledzi rząnt Brazylijski aby go Uchwycić, ale on nie głupi, co przybędzie do innych okolic to pod innym nazwiskiem. Nazywa się Dygasiński […]”
Przed nieprzemyślanym wyjazdem do Brazylii ostrzegał w „Tygodniu” gubernator piotrkowski Miller (a przy okazji też groził, bo wyjazd bez zezwolenia podpadał pod kodeks karny).
Na marginesie prywata: rok temu w hostelu w Reykjaviku spotkałam Brazylijkę, która na wieść, że jestem Polką odśpiewała „Sto lat”. Pani nie mówiła po polsku – bo to babka jej babki przybyła z Polski – ale „Sto lat” pozostało w rodzinie piosenką śpiewaną przy okazji urodzin .