Jak sprzedawano osadę Firlej

Latem 1882 roku w kilku numerach „Tygodnia” ukazywały się – na jednej stronie, obok siebie – dwa ogłoszenia dotyczące osady Firlej.

➡️ W pierwszym ogłoszeniu z dumą oferowano osadę Firlej na sprzedaż – 10 włók ziemi, las, łąki, dwa młyny wodne i wspaniałe możliwości dla przyszłego właściciela.

➡️ Zaraz obok jednak… sprostowanie! Osada Firlej nie jest do sprzedania, ponieważ już wcześniej została zajęta przez Towarzystwo Kredytowe Ziemskie za zaległe raty i sprzedana na publicznej licytacji. I to już w marcu!

W tamtym czasie wiele majątków ziemskich trafiało pod młotek z powodu zadłużenia. Ciekawa jestem, czy próbowano tu ukryć licytację przed potencjalnymi nabywcami, czy po prostu mamy do czynienia z bałaganem w komunikacji. 🤔

Gracze

Notka pochodzi z piotrkowskiego „Tygodnia” z 1896 roku.

Tysiąc sześćset rubli. Tyle przegrał w karty pewien młody człowiek w jednej z piotrkowskich „jaskiń hazardu”, w których młodzież rzemieślnicza i drobni urzędnicy tracili zarobki.

Aby oddać powagę tej kwoty: była to równowartość rocznej pensji wyższego urzędnika.

Dla porównania, starszy inspektor fabryczny w guberni piotrkowskiej zarabiał 1200 rubli rocznie (dane z 1894 roku). Połowę tej sumy gracz miał przy sobie w gotówce (!). Resztę „uregulował” wekslem, nie wspominając, skąd wziął się dług.

Na zdjęciu: świetny obraz „Gracze” Pawła Fiedotowa z 1852 roku. Zwróćcie uwagę na ścianę.

Do siego roku!

Wszystkiego, ale to absolutnie wszystkiego najlepszego w tym nowym, 2025 roku!

Niech się spełnią Wasze marzenia i nadzieje. Niech będzie lepiej, piękniej, radośniej!

Narzeczony, czyli oszust

W XIX wieku zaręczyny i małżeństwo nie były tylko sprawą miłości. Dziś dwie (podejrzewam, że nie tak rzadkie, jakby się chciało) historie, które trafiły na wokandę.

➡️ Historia pierwsza – Zgierz

Łodzianka, panna M.S. (wedle ówczesnych standardów stara panna, bo 35-letnia) przyjęła oświadczyny pana L.B. ze Zgierza. Narzeczony był jednak w trudnej sytuacji finansowej, więc przyszła panna młoda przez dziesięć tygodni żywiła go, kupiła mu ubranie i poniosła inne wydatki. Wszystko zmierzało ku ślubowi, zaplanowanemu na 2 lipca.

Niestety, pan młody tuż przed ceremonią zażądał dodatkowych 10 rubli w gotówce, a gdy ich nie dostał, po prostu… nie pojawił się przed ołtarzem. Oburzona M.S. wniosła sprawę do sądu, domagając się zwrotu 152 rubli i 47 kopiejek wydanych na utrzymanie i przygotowania.

Czytaj dalej „Narzeczony, czyli oszust”

Koronczarki piotrkowskie

W drugiej połowie XIX wieku wiele dziewcząt i kobiet uczyło się koronczarstwa w nadziei, że da im to możliwość zarobku; również w Piotrkowie co roku kolejne koronczarki kończyły odpowiednie kursy. Czasem uczyły się przez kilka lat – czasem poprzestawały na jednym kursie.

Klientek nie brakowało, bo koronki zdobiły wszelkiego rodzaju ubrania, dziecięce, dorosłe, od bielizny po suknie. Zarobek jednak był różny, bo nie brakowało i koronczarek: „Dotąd większą korzyść materyjalną przyniosło dawanie lekcyj koronek, aniżeli ich wyrób”.

Najwyższe dochody osiągały najwprawniejsze z koronczarek; ich sytuacja uległa pogorszeniu pod koniec XIX wieku, gdy na rynku pojawiły się tańsze koronki wytwarzane przemysłowo.

Czytaj dalej „Koronczarki piotrkowskie”

Koncert

W sierpniu 1882 odbył się w Piotrkowie koncert z udziałem skrzypka, pana Derynga (prawdopodobnie mowa o późniejszym aktorze, Bronisławie Deryngu) i pianistki, panny Łaszewskiej (Maria Łaszewska, uczennica Ignacego Jana Paderewskiego).

Jak donosi „Tydzień”, koncert ów należałby do zupełnie udanych, gdyby nie fortepian – „bardzo lichy” – i gdyby nie publiczność, czy raczej jej brak.

Na zdjęciu: Maria Łaszewska, fot. Walerian Twardzicki, Warszawa

Czytaj dalej „Koncert”

Kto przyjmie dziecko na wychowanie?

Próby znalezienia opieki nad dziećmi za pomocą ogłoszeń w prasie to raczej norma, nie wyjątek w XIX wieku.

Większość dotyczy noworodków (porzuconych) lub właśnie sierot.

Czasem pojawia się informacja, że ktoś zdecydował się zaopiekować takim dzieckiem. Jak potoczyły się jego losy? Nie wiadomo.

Przypadek tego chłopca różni się od innych tym, że w 1888 roku szukano dla niego domu już drugi raz; za pierwszym razem również przez ogłoszenie w „Tygodniu”.

Czytaj dalej „Kto przyjmie dziecko na wychowanie?”