W 1905 roku “Tydzień” przedrukował list K. Gresznoja – Rosjanina, niegdyś ucznia rządowego gimnazjum w Królestwie Polskim, który tak wspominał lata szkolne:
“[…] Nas gimnaziastów, poczynając od klasy VI […] było tylko 13, według narodowości zaś: 6 polaków, 3 rosyjan, 2 żydów i 2 niemców.
Trudno wyobrazić sobie rodzinę lepiej sharmonizowaną niż nasza. Żadnego podziału na narodowości nigdyśmy nie uprawiali. Zdawało nam się, że z tego powodu żadna narodowość nie może ponieść szkody; ale tylko tak nam się… zdawało. Na wszystkich bowiem widocznych miejscach wewnątrz gimnazyjum poumieszczane były napisy: mówić po polsku w murach gimnazyjum niewolno.

[…] polak za rozmawianie po polsku ma siedzieć w ‘kozie’ 6 godzin, żyd i niemiec – 8, rosyjanin – aż 12 godzin.
Na to, by dostać się do ‘kozy’, nie trzeba było nawet powiedzieć po polsku całego zdania; wystarczało jedno słowo. Pamiętam np. całe śledztwo z następującego powodu: jeden z moich kolegów rosyjan, chcąc sprawdzić, czy dobrze rozwiązał zadanie trygonometryczne, zwrócił się podczas pauzy do naszego najlepszego matematyka w te słowa:
– Posłuchaj – daj mi przejrzeć swoje zadanie.
[…] nauczyciel dyżurny, który wszedł w tej chwili do klasy, uznał, w wymówieniu słowa ‘zadanie’ po polsku, fakt rozmowy w języku polskim i ciekawość matematyczna zakończyła się 12-godzinną kozą.
[…] Nie wiem, z jakiem uczuciem w duszy szli denuncyjować komu należy uczniów mówiących po polsku nauczyciele polacy (nauczycieli rosyjan poza dyrektorem i inspektorem było tylko 2) – my czuliśmy się bardzo dotknięci w takich przypadkach”.
Autor listu wspomina również, jak sam trafił do kozy, bo odważył się obejrzeć “Rewizora” – a więc klasykę omawianą na lekcjach rosyjskiego – w polskim teatrze – po czym konkluduje: “Ale takie postępowanie wyrabia posłuszeństwo, tworzące obywateli. Prawdopodobnie i z nas chciano ’stworzyć obywateli’”.





