Pensja Emilii Dobrzańskiej

Na łamach guberni piotrkowskiej opowiadałam już o pensji dla panien prowadzonej przez siostry Krzywickie – najbardziej znanej szkole dla dziewcząt.

Po dwudziestu pięciu latach działalności szkoła Felicji i Emilii Krzywickich została zamknięta w czasie nocy apuchtinowskiej (1881), oficjalnie z przyczyn “formalnych”. W rzeczywistości szkoła była solą w oku władz już od dłuższego czasu. Ostateczny koniec spowodowało wyjście na jaw informacji o tajnej klasie dla najstarszych uczennic, gdzie nauczano historii i literatury polskiej.

Czytaj dalej „Pensja Emilii Dobrzańskiej”

Niespodziewany spadek

W 1903 roku „Tydzień” donosił o szczęśliwym dla pewnej służącej splocie okoliczności. Zatrudniona w łódzkim hotelu Barbara Wojciechowska okazała się spadkobierczynią sporego majątku po zmarłym bracie ciotecznym.

Notka z gazety: niespodziewany spadek

Ślub Mikołaja II z Alicją von Hessen-Darmstadt

26 listopada 1894 roku car Mikołaj II poślubił księżniczkę Alicję von Hessen-Darmstadt.

Przechodząc na prawosławie, Alicja przyjęła imię Aleksandry Fiodorownej (“Teodorówna”), co było nawiązaniem do Fiodorowskiej Ikony Matki Bożej, czczonej przez Romanowów.

Alicja była córką wielkiego księcia Ludwiga von Hessen-Darmstadt i jego żony Alicji Koburg, księżniczki brytyjskiej, córki królowej Wiktorii. Kiedy miała sześć lat, straciła matkę; rok później przeprowadziła się na dwór brytyjski, pod opiekę babki.

Mówiła płynnie po angielsku, francusku i niemiecku, uczyła się gry na fortepianie (którą opanowała w wysokim stopniu), historii, geografii, literatury angielskiej i niemieckiej. Jedna z jej nauczycielek, Margaret Jackson, przekazała jej zainteresowanie polityką.

Czytaj dalej „Ślub Mikołaja II z Alicją von Hessen-Darmstadt”

Rodzinne wieczory

W jednym z listopadowych numerów “Tygodnia” z 1882 roku pojawił się artykuł pt. “Rodzinne wieczory”.

Salon, książka, fortepian, literatura, sprawy społeczne, mądrość dziadków, świeże spojrzenie młodzieży…? No cóż – nie do końca. Takie wieczory w rodzinnym gronie i wówczas należały do świata fikcji.

Jak więc było?

Czytaj dalej „Rodzinne wieczory”

Towarzystwo Opieki nad ubogimi matkami i ich dziećmi

Podczas gdy w Łodzi już w 1890 roku powstał oddział położniczy, gdzie pomoc miały znaleźć matki zamężne i niezamężne, w Piotrkowie dopiero dziesięć lat później podniesiono temat pomocy niezamężnym matkom.

Po artykule doktora Wolskiego posypały się darowizny – z tym, że wśród darczyńców pojawili się głównie ci, co zawsze – te kilka(naście) osób, które niestrudzenie angażowały się w podobne projekty (np. Emilia Krzywicka, Jordan Kański, lokalni lekarze).

W kolejnych tygodniach, miesiącach, a potem latach temat powracał – nie trafiłam jednak na ślad zrealizowanego wówczas przytułku.

Czytaj dalej „Towarzystwo Opieki nad ubogimi matkami i ich dziećmi”

Sprawa Emilii Raczyńskiej o alimenty (1881)

W lutym 1881 roku w Warszawie zawrzało: pewna szwaczka, Emilia Raczyńska, ośmieliła się pozwać do sądu Adama Biernackiego, byłego wójta, właściciela dóbr Wielka Wola oraz Czyste i kamienicy w mieście, o uznanie ojcostwa oraz alimenty na rzecz ich wówczas sześcioletniej córki.

Wykorzystała w tym celu pewien kruczek prawny, który był możliwy w wyniku wprowadzenia w 1847 roku Kodeksu Kar Głównych i Poprawczych, oskarżając samą siebie z art. 1078 o nieprawe pożycie z Biernackim, w wyniku którego narodziła się ich córka.

Czytaj dalej „Sprawa Emilii Raczyńskiej o alimenty (1881)”

Fabrykantki aniołów nad Strawą

Z listu piotrkowskiego lekarza (1890):

[…] piszący te słowa, miał nieszczęście w bieżącym tygodniu widzieć aż 3 takie fabrykantki. […] kilka dni temu zostałem wezwany przez starszego lekarza pułku do “udzielenia pomocy rodzącej”. Zaprowadzono mię przy pomocy świecy do pełnego zgnilizny lochu, zwanego “mieszkaniem w suterenie”; w ciasnej tej dziurze, na pęku słomy, wiło się w strasznych bólach od 3 dni młode dziewczę, przyjęte na sublokatorkę przez mieszkańców tej nory – inne zaś dziecko, wzięte “na garnuszek”, by zrobić dla mnie miejsce, wyniesiono za drzwi.

W takich to higienicznych warunkach, stojąc w błocie […] i nie mając wody do umycia rąk, zmuszony byłem […] przystąpić do trudnej i męczącej operacyi. Matce ocaliłem życie, dziecię zaś od 24 godzin liczyło się już do grona aniołków. W sąsiedniej izbie, zamieszkałej przez suchotnika, żona jego “na garnuszku” także wychowując, przysposobiła kilkoro już kandydatów “na aniołków”.

Czytaj dalej „Fabrykantki aniołów nad Strawą”