Co można było kupić w Piotrkowie (lub za zaliczeniem)? Z jakich usług skorzystać? Oto przegląd nietuzikowych ogłoszeń z „Tygodnia”.


Codzienność dawnych czasów
Co można było kupić w Piotrkowie (lub za zaliczeniem)? Z jakich usług skorzystać? Oto przegląd nietuzikowych ogłoszeń z „Tygodnia”.

Rok 1896. O problemach ze służbą.
Nieporozumienia na linii pracodawcy–służba należały do tematów często poruszanych przez „Tydzień”. W 1896 roku nazwano je już „jedną z najbardziej palących kwestii” w mieście.
Winę ponosiły obie strony, ale… no właśnie. Podkreśla się jednak, że główną przyczyną trudności był brak kontroli nad służbą i demoralizująca działalność tzw. rajfurek pośredniczących w zatrudnieniu. Rajfurki, kierujące się wyłącznie własnym zyskiem, zachęcały dziewczęta do częstej zmiany miejsca pracy, nawet wbrew ich interesowi.
W efekcie służące porzucały posady bez powodu, a pracodawcy skarżyli się na brak lojalności i odpowiedzialności.
Zjawisko to – jak twierdził „Tydzień” – prowadziło do ogólnej demoralizacji i lekceważenia umów. Lekarstwem mogło być powołanie urzędowego kantoru pośrednictwa pracy dla służby domowej, pozostającego pod stałą kontrolą policji.

Kolej Warszawsko-Wiedeńska była pierwszą linią kolejową na ziemiach Królestwa Polskiego i drugą w Imperium Rosyjskim. Łączyła Warszawę z granicą zaboru austriackiego (Galicją): jej ostatnią stacją była stacja Granica w miejscowości Maczki (dziś to dzielnica Sosnowca).
Projektowany szlak miał się łączyć z linią kolejową przez Kraków do Wiednia – i stąd nazwa „Warszawsko-Wiedeńska”.
Pierwszy odcinek położono w 1845 roku, a pierwszy pociąg ze stacji w Piotrkowie odjechał 2 września 1846 roku.

W samym sercu piotrkowskiego Rynku, pod numerem 2, przez blisko sto lat działał hotel Litewski – jeden z najsłynniejszych hoteli miasta. Wedle źródeł założycielem był Józef Michalecki, a w kolejnych latach właścicielami zostali m.in. Konstantyn Kowalewski (1909) i Emilia Netzel (1921).
W 1878 roku natomiast hotel zachwalał – najwyraźniej po remoncie i różnorakich ulepszeniach – p. Kotnowski.
Na parterze znajdował się Skład Win i Towarów Kolonialnych Zalewskiego – miejsce, gdzie można było kupić najlepsze wina z Francji i Węgier, wykwintne araki, ostrygi, piwo ryskie, ale też młode drzewka: tureckie i greckie kasztany.
Na drugim piętrze działała sala teatralna, jedyna taka w mieście aż do 1869 roku, kiedy to powstał teatr Spana. To właśnie w hotelu Litewskim, w lipcu 1867 roku, wystąpił Ira Aldridge, światowej sławy aktor szekspirowski. Niestety, w swym dzienniku zapisał przykre słowa: hotel i teatr były według niego „bardzo brudne”.
Z kolei kilka dekad później, w 1911 roku, hotel przeszedł do historii z zupełnie innego powodu – to właśnie tu wykryto fabryczkę fałszywych banknotów trzyrublowych. Cała Piotrków żył tą sprawą jeszcze długo po interwencji carskiej ochrany.

Aleja warszawska, tzw. „Budki”, oferowała pod koniec XIX wieku oddech od kurzu i zgiełku. Świeże powietrze i zieleń mogły uczynić z niej jedną z najpiękniejszych podmiejskich alei.
Mogły, gdyby tej zieleni dano przetrwać.
Tymczasem spacerująca publiczność nagminnie niszczyła młode, niedawno posadzone drzewka. Gałęzie były łamane nie tylko przez dzieci (często pochodzące z rodzin urzędniczych), ale również przez dorosłych: widywano panie z całymi pękami obłamanych gałązek. Niszczeniu ulegały także ławki, wyrywane przez panów chcącą sprawdzić swoją siłę.

Oferty szybkiego zarobku na kilometr, pardon, wiorstę, pachnące scamem. Ale i kosmetyki przeciw piegom, ubrania damskie i męskie, kapelusze filcowe, specyfiki na obstrukcję, gładzik dla osób noszących sztywne kołnierzyki, zakład mleczarki w Przygłowie (niedaleko Piotrkowa) i mączka mleczna Nestlé, polecana dzieciom – czyli ogłoszenia w „Tygodniu”, głównie z dwóch ostatnich dekad XIX wieku.

Pewnej niedzieli w 1898 mieszkaniec Piotrkowa, a jednocześnie kolonista ze wsi Majkowa, pędząc główną ulicą miasta, najechał przechodzącą ulicą służącą, a wcześniej potrącił trzy inne osoby.

W 1899 roku Piotrków odwiedził Bolesław Prus.

Dziś o pewym młodym panu, który uznał, że wolno mu więcej (1896). Nie był żadnym wyjątkiem: takie egzempalrze nazywano powszechnie „Don Juanami”.

Pewnego dnia jedenastoletni chłopiec, syn łodzianki pani N., postanowił uciec do Warszawy.
