Niedzielny, letni wieczór – a zatem gubernia piotrkowska przechodzi w tryb „sezon ogórkowy”
Dziś: jak wielki jest Londyn? ![]()
![]()


Codzienność dawnych czasów
Niedzielny, letni wieczór – a zatem gubernia piotrkowska przechodzi w tryb „sezon ogórkowy”
Dziś: jak wielki jest Londyn? ![]()
![]()

Tym razem – wyjątkowo – na łamach guberni piotrkowskiej:
reklama i
prywata w jednym ![]()
Już jutro – 30.06.2023
– ukaże się moja pierwsza książka – kryminał retro (z wątkami obyczajowymi) pt. “Gdy powracają cienie”, osadzony (oczywiście) w Piotrkowie końca XIX wieku.
To mój debiut. Towarzyszy mu wielka radość – i jeszcze większa trema.
Na profilu guberni piotrkowskiej dzielę się moim hobby: historią codzienności Piotrkowa i okolicy – trzymając się faktów (w porywach do kaczek dziennikarskich w “Tygodniu”
). Tak też pozostanie (na dłuższą metę, bo za najbliższe dni głowy nie dam
).
Ciekawych fikcji zapraszam po sąsiedzku: https://www.facebook.com/agehrke

W 1905 roku “Tydzień” przedrukował list K. Gresznoja – Rosjanina, niegdyś ucznia rządowego gimnazjum w Królestwie Polskim, który tak wspominał lata szkolne:
“[…] Nas gimnaziastów, poczynając od klasy VI […] było tylko 13, według narodowości zaś: 6 polaków, 3 rosyjan, 2 żydów i 2 niemców.
Trudno wyobrazić sobie rodzinę lepiej sharmonizowaną niż nasza. Żadnego podziału na narodowości nigdyśmy nie uprawiali. Zdawało nam się, że z tego powodu żadna narodowość nie może ponieść szkody; ale tylko tak nam się… zdawało. Na wszystkich bowiem widocznych miejscach wewnątrz gimnazyjum poumieszczane były napisy: mówić po polsku w murach gimnazyjum niewolno.

Od dziś aż do końca wakacji – w każdą niedzielę:
![]()
![]()
Sezon ogórkowy w guberni piotrkowskiej ![]()
![]()
![]()
Dziś: ile można mieć sukien, kapeluszy, gorsetów?
Miłego niedzielnego wieczoru, zanim nadejdzie poniedziałek!

Dziś „Tydzień” pomstuje na poczucie piękna pewnego księdza, określając jego poczynania „wysoką dysharmonią estetyczną” (1882).

Ci, którym udało się dotrzeć do Brazylii, przysyłali listy. Dużą część tych listów zatrzymywała carska cenzura. Niektóre jednak dotarły, drukował je i „Tydzień”.
Autor listu pisze m.in. (pisownia oryginalna):
“[…] Pisze jusz po raz trzeci i niemam żadnego do tego czasu otpisu; pisze wam Bójcie się Boga, ale nie wyjeżdżajcie Bo poginiecie bo Brazylija nie dla polaka; ten wygrał co żony z sobąm nie wziuł bo nędza straszna, niebende wam Jusz opowiadał tyle razy. Najmilszy mój Bracie Michale donosze ci że jezdem zdruw […] jezdem w Pracy przy murowaniu wras z kilkuma polakami; w tym to Mieście pierwszym, co to miała być ta żułta febra jezdem jak tylko przyjechałym z tej piekielnej Kawy jak w dawniejszych listach pisałym; jeszcze i teraz wracają z popuchłemi nogami i rękami, robastwo żmije i inne gryzą i pkły są badzo szkodliwe, mniejsze od psich ale takie szkodliwe, włażą za paznochcie, po dwuch lub trzech dniach obierze i bul niezmierny. […]
[…] jest u nas jeden Redaktor z Warszawy i onto właśnie objeżdża wszelkie kąnty po brazylii i donosi wiadomości Listownie co się dzieje w Brazylii; chodzi i śledzi rząnt Brazylijski aby go Uchwycić, ale on nie głupi, co przybędzie do innych okolic to pod innym nazwiskiem. Nazywa się Dygasiński […]”
Dla zainteresowanych: “Listy z Brazylii” Adolfa Dygasińskiego można pobrać na przykład tu.

Przed nieprzemyślanym wyjazdem do Brazylii ostrzegał w „Tygodniu” gubernator piotrkowski Miller (a przy okazji też groził, bo wyjazd bez zezwolenia podpadał pod kodeks karny).
Na marginesie prywata: rok temu w hostelu w Reykjaviku spotkałam Brazylijkę, która na wieść, że jestem Polką odśpiewała „Sto lat”. Pani nie mówiła po polsku – bo to babka jej babki przybyła z Polski – ale „Sto lat” pozostało w rodzinie piosenką śpiewaną przy okazji urodzin
.

Pierwsi polscy imigranci pojawili się w Brazylii już na początku drugiej połowy XIX wieku, jednakże pierwsze zorganizowane grupy pojawiły się w roku 1869 w stanach Santa Catarina i Parana, od roku 1875 zaś zaczęli przybywać do stanu Rio Grande do Sul.
Szczyt wyjazdów z Królestwa Polskiego przypadł jednak na lata 1890–1891 (“gorączka brazylijska”). Do roku 1914 do Brazylii przybyło 104 196 osób pochodzących z ziem polskich.
Agenci zachęcający mieszkańców Królestwa Polskiego do wyjazdu opowiadali o Brazylii niestworzone historie – i trafiali często na podatny grunt, jak widać z artykułu zamieszczonego przez „Tydzień” (1890). Spora część migrantów rzeczywiście pozbywała się całego majątku i ruszała w nieznane, nie mając zupełnie pojęcia, co ich czeka na miejscu.
O reakcji władz – na przykładzie piotrkowskiego gubernatora – i o listach z Brazylii – w kolejnych odsłonach.
A może ktoś z Was, czytających, ma w rodzinie historię migracji do Brazylii?

W guberni piotrkowskiej Dnia Matki nie obchodzono, bo zwyczaj ten na terenach polskich istnieje dopiero od 1914 roku.
Samo macierzyństwo – czy też szerzej, opiekuńcza rola kobiet – były jednak istotnym tematem społecznym w XIX wieku.

Tydzień donosi (1883):
“Rozmaitość języków, jakiemi mówią w sądach angielskich na wyspie Cypru, przyrównać chyba można do zamieszania w czasie budowy wieży Babel. Sędziowie i przysięgli prawie bez wyjątku znają tylko język angielski, podsądni mówią jedynie po grecku lub turecku, obronę zaś wnoszą zwykle francuzi w swoim ojczystym języku […]”
W Królestwie Polskim byli przynajmniej tłumacze, znający i polski, i rosyjski, choć w praktyce i tu dochodziło do problemów.

